Odkąd dokąd będzie Polska? (wersja I)

Felieton archiwalny z 17 Marca 2019 r.

Do napisania tego felietonu, zainspirowała mnie wypowiedź dra Stanisława Krajskiego, który w warszawskim Centrum Edukacyjnym Powiśle, wypowiedział się na temat tego, czy utracone przez Polskę po 1945 roku ziemie, nadal należą do Polski. (Dr Stanisław Krajski: "Na jakiej zasadzie Kresy Wsch. należą do Polski?” - KRESY ŹRÓDŁEM SIŁY POLSKI - 01.12.2018, Warszawa). Są to sprawy które także i mnie dotyczą, więc mogę wyrazić swoje zdanie, o coś zapy­tać, przed czymś przestrzec. Pełną wypo­wiedź dra Krajskiego można obejrzeć tutaj.

Kresy to ziemie na skraju państwa polskiego. Jednak wiele osób mówiąc "kresy", ma zazwyczaj na myśli te ziemie na wschód od Polski, które należały do Polski przed 01 września 1939 roku, a które po drugiej wojnie światowej zostały Polsce odebrane, i wcielone do dzisiejszej Litwy, Białorusi, i Ukrainy. Dr Krajski w swoim wystąpieniu o kresach powiedział, że obec­nie nie ma problematyki kresów, że nie mówi się o tym, iż są polskie, nie mówi się o Polakach którzy tam są, ani się o tych Polaków nie dba. Następnie dr Krajski mówi, że gdy odzyskamy niepodległość, bo po 1939 roku aż do dzisiaj tej nieodległości nie mamy, to nastąpi powrót do wszystkiego te­go, co przed 1939 rokiem było. Czyli między innymi, powrót także do tych ziem, które przed tym rokiem do Polski należały. Wypowiedź doktora nie ma charakteru jakiegoś sformalizo­wanego odczytu, lecz raczej swobodnej wypowiedzi. Poniżej zamieszczam dwa fragmenty z tej wypowiedzi, do których chcę się odnieść.

...Polska, prawdziwa Polska, prawdziwe państwo polskie granice na wschodzie miało, i ma takie, jakie były wtedy. I, zauważmy że, znaczy, ktoś się zapyta, a co z zachodnimi granicami? Znaczy, ja też uczestniczyłem w dyskusjach, czy ziemie zachodnie nam się należą. I ja kończyłem te dyskusje w ten sposób, że tu w ogóle nie ma o czym dyskutować, bo ja nie będę dyskutował, czy to był, czy były polskie, czy nie były polskie, w jakiej mierze nam się należą, bo, oczywiście można wykazywać, że one się nam należą. Ale po prostu one nam się należą, ze względu na to co Niemcy zrobili z nami w czasie drugiej wojny światowej, co nam zabrali, co nam zniszczyli, coś czego przywrócić się nie da. I nawet te ziemie, zachodnie, to jest za mało, jako rekompensata. Więc, w ogóle nie ma żadnej dyskusji, na temat ziem zachodnich. Natomiast ziemie wschodnie, wszyscy na świecie, uznali, w swoim czasie, że druga Rzeczypospolita ma granice tam gdzie ma granice. To zostało przez wszystkich uznane. I my, wracamy do tego stanu prawnego. I jakby nie ma dyskusji, to są nasze ziemie, prawda. To są nasze miasta, myśmy je pobudowali. My zresztą potrafimy, daliśmy temu wyraz przez wieki zajmować się mniejszościami, i wszystkie te mniejszości u nas miały jak, jak w raju... (początek 06m:35s; koniec 08m:09s).

...Ja bym powiedział tak, że teraz, musimy pamiętać o kre­sach. Musimy pamiętać o tym, żeby wszyscy pamiętali, to znaczy robić wszystko, żeby wszyscy pamiętali o kresach, że to jest Polska. Że tam była ta najwspanialsza, największa Pol­ska, i że bez tego, bez tych kresów, Polska nie będzie do końca sobą. I musimy przechowywać tą pamięć, natomiast przyjdzie czas, że wyciągniemy rękę po te kresy, prawda, i wróci Polska na kresy. Ale, ten czas przyjdzie wtedy, kiedy ogłosimy taką pełną prawdziwą niepodległość, co wydaje mi się, że jest możliwe wcale nie w tak dalekiej przyszłości, bo ten świat któ­ry nas otacza, on się sypie, prawda. To jest dom zbudowany na piasku w sensie finansowym, w sensie gospodarczym, w sensie moralnym. Wstząsają nim coraz większe kryzysy, wymiera, to jest cywilizacja przypominająca cesarstwo rzymskie, które już odchodzi, wyraźnie odchodzi. Jeżeli prześledzimy co się dzia­ło w ostatnich dziesiątkach lat cesarstwa rzymskiego, to teraz dzieje się dokładnie to samo, prawda. Czyli przyjdzie taki moment, że znowu dostaniemy, za darmo, wszystko. Znaczy, będziemy mogli zrobić co będziemy chcieli, z Polską, i z sobą. Jak nie będziemy głupi, jak nie będziemy zagubieni, no to zrobimy co trzeba. To znaczy trzeba będzie, ogłosić, że to wszystko co było w przeszłości, aż do 1945, aż do 1939 roku, nie było Polską. Nie było Polską w sensie moralnym, pań­stwem polskim w sensie prawnym, i wracamy do stanu z dnia pierwszego września trzydziestego dziewiątego, i wyciągamy rękę, też, w związku z tym, po kresy. Odwołujemy się do pewnej prawdy, i sprawiedliwości, która dotyczy Polski, i jej sąsiadów.... (początek 11m:40s; koniec 13m:51s).

A zatem wypowiem się i ja. Po zakończeniu drugiej wojny światowej w 1945 roku, zabrano Polsce poważną część tery­torium na rzecz Związku Radzieckiego. A zauważyć należy, że Polska na ten kraj nie napadła, wręcz na odwrót. Jak pamię­tamy 17 wrzesień 1939 roku, to dzień napaści radzieckiej na Polskę (siedemnaście dni wcześniej napadli na Polskę Niem­cy). W ramach rekompensaty za te polskie ziemie, które wcielono do ZSRR, do Polski wcielono wschodnie ziemie pań­stwa niemieckiego. Tak ustaliły zwycięskie mocarstwa podczas trzech konferencji; w Teheranie, Jałcie, i w Pocz­damie. Do radzieckich republik Białorusi, Litwy, i Ukrainy, wcielono polskie ziemie rozciągające się od Bugu do Zbrucza, umownie mówiąc. Umownie, bo rzeka Zbrucz nie była rzeką graniczną na całej swojej długości. Podobnie jak po 1945 roku rzeka Bug, była rzeką graniczną jedynie wzdłóż części swo­jego biegu. (Zbrucz do 1939 roku, a Bug od 1945 roku, jako rzeki graniczne). Polacy z zabranych Polsce ziem, zostali przesiedleni do Polski w jej nowych granicach. Nowe granice biegły, i biegną do dzisiaj, na północy od Szczecina do Suwałk, na wschodzie od Suwałk do Rzeszowa (częściowo wzdłuż rzeki Bug), na południu od Rzeszowa do Jeleniej Góry, a na zacho­dzie od Jeleniej Góry do Szczecina (wzdłuż rzek Odra i Nysa), z grubsza rzecz biorąc. W Polsce, przyłączenie części ziem niemieckich, uzasadniano powrotem do Polski "starych pia­stowskich ziem", i określano je jako "zie­mie odzyskane". O polskości zabranych Polsce ziem, o zbudowanych tam przez Polaków miastach, o długiej polskiej historii tych ziem, liczo­nej w setkach lat, polskiej kulturze i dziedzictwie związanym z tymi ziemiami, w powojennej Polsce na­wet nie wspominano. Jak Niemcom uzasadniano przymus wysiedlenia ich za Odrę, tego nie wiem, aczkolwiek jest to ciekawe. Jak do takich ustaleń doszło wtedy? Otóż podczas rozmów, dotyczących przebiegu wschodniej granicy Polski po drugiej wojnie świa­towej, wrócono do pomysłu tak zwanej "Lini Curzona" z 1919 roku, gdy kształtowały się polskie granice po pierwszej wojnie światowej. Nie wchodząc w szczegóły, była to ogłoszona przez brytyjskiego ministra spraw zagranicznych lorda Curzona, propozycja polsko-rosyjskiej lini demarkacyjnej (linia demar­kacyjna to taka tymczasowa granica, pomiędzy dwiema wal­czącymi ze sobą stronami), która miała przebiegać mniej więcej tak, jak przebiega dzisiejsza granica wschodnia Polski, tyle, że z Lwowem po polskiej stronie. W 1920 roku pojawiła się druga propozycja Linii Curzona, ale już bez Lwowa po polskiej stronie. Jednak żadna z tych dwóch propozycji nie została wtedy wcielona w życie, a to dzięki wygranej przez państwo polskie wojnie polsko-bolszewickiej, gdzie Polska za­chowała terytorium dużo dalej na wschód od obu propo­nowanych Lini Curzona. I tak było do 1939 roku, a raczej do 1945 roku, gdy narzucono Polsce to, czego dwadzieścia kilka lat wcześniej nie udało się zrobić. Wschodnia granica Polski została oparta na lini Curzona bez Lwowa. I tak jak jest do dzisiaj.

No dobrze, od tamtego czasu aż do dzisiaj (licząc od 1945 roku do 2019 roku), minęło już 74 lata. Co w przeciągu tego czasu wydarzyło się z tymi ziemiami, z tymi polskimi wcielo­nymi do ZSRR, i z tymi niemieckimi wcielonymi do Polski?

Otóż dawne kresy polskie ulegały przez cały ten czas stop­niowej utracie polskości. Wiele polskich dworków, cmentarzy, kościołów, zostało rozkradzionych i zdewastowanych, a na­stępnie z biegiem lat popadło w ruinę. Polskie nazwy ulic i miejscowości pozmieniano na litewskie, białoruskie, i ukra­ińskie. Jednak nadal można tam jeszcze spotkać znaki dawnej polskości tych ziem. Czasami na budynkach pamiętających polskie czasy, przebijają spod farby polskie napisy, czasami w ulicy, jest jeszcze jakiś właz żeliwny do studzienki kana­lizacyjnej, na którym są jeszcze widoczne polskie słowa. Po upadku ZSRR, przy pomocy pracowników i ochotników oraz pieniędzy z Polski, odrestaurowano niektóre polskie kościoły i cmentarze. Lecz nienawiść do Polski i Polaków, głównie na Litwie i Ukrainie, jest nadal silna, i narastająca.

Jeśli chodzi o ziemie niemieckie wcielone do Polski, były one poddawane spolszczeniu, i wyglądało to podobnie tak, jak pozbawiano polskości dawne kresy. Pozmieniano nazwy ulic i miejscowości (na polsko brzmiące), co było naturalne tak na dawnych kresach polskich, jak i na dawnych kresach nie­mieckich. Polikwidowano prawie wszystkie cmentarze po­niemieckie, lecz nie burzono kościołów, nawet tych naj­mniejszych. Rodziły się nowe pokolenia, a starsze odchodziły. Poniemieckie ziemie nabierały polskiego charakteru, tak jak dawne polskie kresy nabierały charakteru litewskiego, bia­łoruskiego, czy ukraińskiego. I tam, i tutaj, mają swoje korze­nie kolejne pokolenia. Nowe pokolenia Polaków związanych z Polską w jej nowych granicach. Jak i nowe pokolenia Litwi­nów, Białorusinów i Ukraińców związanych z ich krajami, w ich nowych granicach.

Czy poniemieckie ziemie zachodnie, i północne, które Polska otrzymała po 1945 roku, powinny należeć do Polski? A co z dawnymi polskimi kresami? Do kogo one powinny na­leżeć? Czy rzeczywiście poniemieckie ziemie należą się Pol­sce, jako rekompensata za napaść Niemców w 1939 roku, a dawne kresy polskie powinny być Polsce zwrócone, jak chce dr Krajski? Co, i kto, decyduje o tym, że sporne ziemie pomię­dzy jakimiś krajami, będą przydzielone do tego, czy innego kraju? I co czyni takie decyzje ważnymi, posiadającymi moc prawną, uznaną przez wszystkie strony? Odpowiedź jest prosta. Decyduje siła. Najczęściej jest to siła militarna, której użycie jest zazwyczaj uzasadniane historycznymi zaszłościa­mi. Strona słabsza też zazwyczaj się powołuje na jakieś za­szłości historyczne, dla niej korzystne, ale w danym momencie dziejowym nie może poprzeć tego siłą. Więc przegrywa, i traci sporny teren. Po upływie jakiegoś czasu układ sił z jakiegoś powodu się zmienia, i wtedy strona słabsza staje się stroną silniejszą, i następuje rewizja wcześniejszych ustaleń, oczy­wiście przy użyciu siły. Zdarzają się także sytuacje, że podział spornego terytorium, następuje nie wskutek użycia siły militarnej, lecz dyplomacji państw które są w sporze, a i tak najczęście nie wszyscy są zadowoleni. Są też i takie sytuacje, gdzie prawo do spornego terytorium, jest ustalane przez pań­stwa trzecie, oczywiście i w tym przypadku najczęściej jakaś strona jest niezadowolona, a bywa, że i wszyscy są niezado­woleni. Skutkiem tego, jeśli się tylko w przyszłości zmieni układ sił, to jest nowy spór.

Jak w takim razie, pod względem prawnym, mają się nabytki i ubytki polskiego terytorium po 1945 roku? Sprawa jest pogmatwana, bo jest wiele różnych praw i ustaleń, które mają przeróżne wady. Ponad to, różni ludzie, nie akceptują tego, czy tamtego rozwiązania. Można by powiedzieć, że zwycięskie mocarstwa ustalając terytorium państwa polskiego po 1945 roku, uznały taki przebieg granic jaki same ustaliły, co się rozumie samo przez się. Ale czy na pewno? Czy wszyscy inni także to uznają? Jak trwałe są te ustalenia? Przebieg granicy na Odrze i Nysie został uznany w umowach pomiędzy PRL a NRD oraz pomiędzy PRL a RFN. Ponadto Helmut Kohl, jako kanclerz Republiki Federalnej Niemiec, i zjednoczonych obu państw niemieckich także uznał tę granicę w swoim czasie. Jednak należy koniecznie zauważyć, że owe mocarstwa uznały także, że wschodnia granica Polski jest nad Bugiem, a nie nad Zbruczem.

Litwini, Białorusini, i Ukraińcy, ułożyli sobie swoje życie na dawnych polskich kresach tak jak im się podobało, i tak jak chcieli. Żywią oni mniejszą lub większą niechęć do Polski i Polaków, a nawet wrogość, szczególnie Litwini, i Ukraińcy. Mają oni teraz swoje państwa, i nie słychać z ich strony, żeby oni chcieli być włączeni do państwa Polskiego. Przyjeżdżają do Polski na zakupy, a ostatnimi laty do pracy, ale to wcale nie znaczy, że oni chcą włączenia do Polski. Wręcz przeciwnie, nawet jeśli w Polsce pracują, to i tak wobec Polski i Polaków mają nieżyczliwe, a nawet wrogie, intencje. Ukraińcom marzy się oderwanie od Polski Przemyśla z Rzeszowem prawie aż po Kraków, i przyłączenie tych ziem do Ukrainy. A spodziewać się należy, że jeśli już, to oderwą tyle, ile będą zdołali. Włącz­nie z Krakowem, aż po Banderstadt, jak nazywają Wrocław. To, co im się w Polsce podoba, to polski dorobek, a nie Polacy, czy Polska. "Jeszcze Polska Nie Zginęła, Ale Zginąć Musi" to hasło maszerujących przez Przemyśl Ukraińców z ukraińskimi i banderowskimi flagami (i to pod ochroną polskiej Policji). W koń­cu nie po to przecież przemycają z Ukrainy do Polski broń, żeby ją na ścianach wieszać jako dekorację. Chcą przejąć polski dorobek, zepchnąć Polaków na margines, i w końcu fi­zycznie wyeliminować. Odgrażają się, że zrobią nam drugi Wołyń, ale nie na Wołyniu, tylko w Przemyślu, Krakowie, Szczecinie, i innych polskich miastach. A potem będą korzy­stać z wypracowanego przez Polaków dobrobytu, tak długo, aż doprowadzą wszystko do takiej ruiny, dziczy i bałaganu jaki mają na tej swojej Ukrainie (nie powinno więc nikogo dziwić, że Ukraińców zdumiewają w Polsce kierowcy ustępujący dro­gi pojazdowi jadącemu na sygnale, czy czyste ulice). Oni ni­czego dobrego do Polski nie wnoszą, zupełnie przeciwnie niż Polacy, którzy wyjechali z Polski. Polacy za granicą pracują sumiennie i porządnie, nie gromadzą broni, nie myślą o odry­waniu cudzych terytoriów, a raczej o tym, żeby wrócić do Pol­ski. Zamiast wcielać do Polski dawne polskie kresy, wbrew woli obecnie je zamieszkujących narodów, należy zdecydo­wanie pozbyć się z Polski Ukraińców i innych nachodźców, a sprowadzić Polaków, którzy na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat wyjechali z Polski. Sprowadzić należy także tych Polaków, którzy pielęgnują na dawnych polskich kresach przywiązanie do polskości. Polska wrząca etnicznie, wielo­narodowa, to nie jest Polska jakiej ja chcę. Wielką zaletą Pol­ski współczesnej jest jej jednonarodowość, a nie wrogi polsko­ści wielorasowy, wielonarodowy, wypełniony wszelkiego ro­dzaju zboczeńcami bajzel.

Trudno się nie zgodzić z drem Krajskim gdy mówi, że świat który nas otacza sypie się, że jest to dom zbudowany na piasku w niemal każdym sensie, finansowym, moralnym, gos­podarczym. Rzeczywiście, ten świat się sypie, ale to jest za­planowane. Z czego dr Krajski, jako specjalista od masonerii, powinien dobrze zdawać sobie sprawę. Jak zatem w takich okolicznościach, gdzie za wschodnią granicą Polski, Polaków po prostu nie lubią, mielibyśmy otrzymać coś, a nawet wszyst­ko, i to jeszcze za darmo? Dr Krajski wskazuje na to, że II Rzeczpospolita miała uznane w świecie granice. Ale dr Krajski nie powiedział, że Polska Ludowa także miała w świecie uz­nane granice. Tak samo jak i dzisiejsza Polska. I tak samo jak i dzisiejsza Litwa, Białoruś i Ukraina.

Pofesor Feliks Koneczny, w swojej książce z 1902 roku pt. "Dzieje Polski Od Początku Piastów do III Rozbioru Pol­ski" (wydawnictwo Capital, wyd. I, Warszawa 2017, ISBN: 978-83-64037-12-2, str. 108) napisał, że na próżno cofać bieg dziejów, z takich usiłowań nie może nigdy wyniknąć nic dobre­go. Słowa te się odnosiły, co prawda, do działań Mieszka Sta­rego, około ośmiuset lat temu, ale i dzisiaj są równie ważne.

W historii polskiej państwowości, terytorium Polski zmieniało swój kształt, i położenie. Co we współczesnej Pol­sce powinno być kamieniem milowym kształtu polskich granic? Jak poradzić sobie z tymi wszystkimi ludźmi, i w Pol­sce, i w Niemczech, i innych sąsiednich krajach, którzy chcą zmiany granic?

Takim kamieniem milowym powinien być kształt polskich granic określony w 1945 roku, jako nienaruszalny i nie­zmienny oraz chroniony jako najwyższe dobro, obok polskiego języka, polskiej historii, tradycji, kultury, i dorobku. Okres Polski Ludowej stanowi część polskiej tysiącletniej pań­stwowości, i w żadnym wypadku nie może być uznany za nieważny. A może by tak za nieważne uznać szkolne świa­dectwa dra Krajskiego, z podstawówki, bo szkołę podstawową to on na pewno kończył w Polsce Ludowej, a w konsekwencji i jego doktorat uznać za nieważny, bo cóż to za doktorat bez podstawówki. Państwo polskie istnieje od ponad siedemdzie­sięciu lat pomiędzy Odrą a Bugiem, co zostało potwierdzone stosownymi traktatami i umowami z państwami sąsiednimi. Polska obecność w tym miejscu jest skutkiem przegranej przez Niemcy wojny napastniczej oraz decyzji mocarstw zwycięskich, na co Polska nie miała wpływu. Od tamtego czasu upłynęło wiele wód w różnych rzekach. Na dawnych kresach polskich za Bugiem, są od dziesięcioleci narody, które mają swoją państwowość, i chcą być u siebie, a nie w Polsce. Tak samo jak i Polacy, którzy na dawnych kresach niemieckich są od kilkudziesięciu lat, i także chcą być u siebie, i ani nie zamierzają przenosić się na inne ziemie. Ileż w końcu można się przenosić, co kilkadziesiąt lat, z jednych ziem na drugie.

O dawnych kresach polskich nigdy nie należy zapominać, bo są częścią naszej historii, szczególnie należy pamiętać o Polakach zabitych w okrutny sposób przez Ukraińców. Ale też po te dawne kresy nie należy wyciągać ręki. Bo one nie są już nasze. Za to należy wszystkim wszem powiedzieć, że sięganie po polskie terytorium, w całości lub w części, spotka się z przykrymi konsekwencjami dla agresora. Jeśli chodzi o takie sprawy jak odnawianie polskich kościołów, czy cmen­tarzy, na dawnych kresach polskich w szczególności, to jest to robione w sposób zupełnie bezmyślny, i histeryczny. W dzi­siejszej Polsce, groby na cmentarzach są likwidowane po dwudziestu latach, jeśli nikt nie wniesie opłaty za następne dwadzieścia lat. Ludzkie kości, z likwidowanych grobów, są wtedy przenoszone do wspólnej mogiły. Chyba, że grób taki, ze względu na ważność pochowanej w nim osoby, posiada walory pamiątkowe dla narodu. Jest to naturalne i zrozumiałe w bardzo wielu krajach. W końcu przecież zabrakłoby miejsca do chowania zmarłych. Skąd zatem taka histeria, jeśli chodzi o zlikwidowane polskie groby przez Ukraińców? Nawiasem mówiąc, histeria taka jest także widoczna i ze strony Niem­ców, którzy u siebie także stare groby likwidują, a denerwują się, że w Polsce polikwidowano stare poniemieckie cmenta­rze. Inna sprawa jeśli chodzi o groby pamiątkowe dla pol­skiego narodu. Pozostawić na Ukrainie, żeby Ukraińcy je bezcześcili, czy przenieść do Polski? A kto obroni Polaków na Ukrainie gdy banderowskie bandy zaczną na nich napadać, i palić odremontowane polskie kościoły? Banderyzm na Ukra­inie to nie margines, można już powiedzieć, że banderyzm to racja stanu w tym dzikim narodzie. Należy sprowadzić z Ukra­iny do Polski tych Polaków, o których wiadomo, że na pewno są Polakami. A zbudowane przez Polaków zamki, pałace i ko­ścioły, zostawić Ukraińcom. Niech sobie z tym robią co chcą. Ale zasieki z drutu kolczastego należy postawić na granicy z Litwą i Ukrainą, a z Białorusią nawiązać kontakty. Bo na Wschodzie jedynym narodem, który nie jest wrogi wobec Pol­ski, to są chyba tylko Białorusini.

Co do dra Krajskiego, którego wypowiedzi na youtube są niezwykle ciekawe. Czy dr Krajski, uznany w Polsce specja­lista od masonerii, sam nie jest przypadkiem masonem, który wiedzie nas do zguby? Jak ktoś noszący tytuł doktora nauk, tytuł który do czegoś zobowiązuje, może takie rzeczy opo­wiadać, że coś będzie nam dane za darmo, że na dawnych kresach za II Rzeczpospolitej mniejszości to miały jak w raju. Jak tak miały jak w raju, to dlaczego masowo chwytali za cokolwiek, czy to za widły, czy za strzelby, żeby tylko zabijać Polaków? Tytułem tego artykułu jest pytanie o to, odkąd do­kąd będzie Polska. A może Polska będzie od nikąd do nikąd, jeśli damy się zwieść na manowce opowieści o dawnych kre­sach, które rzekomo mamy otrzymać za darmo, bo okres Pol­ski Ludowej się nie liczy. To co, to ten PRL, to jacyś prze­bierańcy chyba utworzyli? No, to wtedy można się na bank spodziewać, że Niemcy się bardzo ucieszą, bo będą mogli zażądać swoich dawnych niemieckich kresów. Skoro wszystko się nie będzie liczyło, to i wszelkie umowy także się nie będą liczyć. A co z Litwinami, Białorusinami, i Ukraińcami, którzy zdaniem dra Krajskiego mieli w drugiej Rzeczypospolitej jak w raju? Oni jakoś nie chcą być włączeni do Polski, i należy się z tym liczyć. Tak samo jak i Polacy, którzy nie chcą być włą­czeni do Niemiec.

Dariusz Bugała

Felieton jest z 17.03.2019 r.

Drobne zmiany dodano 25.03.2019 r.