Nie bujaj w "chmurach"

Od kilkunastu lat coraz częściej słyszymy o przechowy­waniu, i przetwarzaniu danych, w tak zwanych "chmurach". Podobno popularność takich chmur jest bardzo duża. Bardzo duża jest także niewiedza o tym, czym te wszystkie chmury są w rzeczywistości, i czemu one zagrażają. Otóż taka "chmura" nie ma nic wspólnego z białą chmurką na niebie. "Chmura" jest w rzeczywistości serwerem, którego pamięć dyskowa jest zazwyczaj udostępniana za opłatą. Ten serwer to po prostu komputer, który udostępnia, czyli serwuje komuś, niczym kelner w restauracji, jakieś dane, które ma w swojej pamięci. Pamięć tego serwera to takie same twarde dyski, jakie mają domowe biurkowe komputery, tyle, że w serwerowni gdzie mieści się taki serwer, tych twardych dysków są tysiące, a na­wet dziesiątki tysięcy. Nasze osobiste przenośne i stacjonarne komputery serwują nam informacje, jakie są w nich przez nas zapisane, tylko nam i nikomu więcej. Chyba, że ktoś się do nich dobierze. Nasze różne cyfrowe dane, jakieś dokumenty, foto­grafie, leżą sobie zapisane na twardych dyskach naszych domowych komputerów, niczym fizyczne, papierowe doku­menty i fotografie, w naszych szufladach (szuflady wydają się być bezpieczniejszym miejscem dla naszych dokumentów, niż nasze komputery, tak w nawiasie nawiasem mówiąc).

A dokumenty w "chmurze"?

Wobraźmy sobie, że w urzędzie jakiegoś miasta, postano­wiono wynająć mieszkańcom puste szafy i szuflady, które w tym urzędzie były zbędne. Odpowiednio zareklamowano mieszkańcom zalety takiego rozwiązania. Oszczędne, bez­pieczne, zawsze dostępne (rozumie się samo przez się, że w godzinach pracy urzędu, oczywiście), ekologiczne, i takie tam. Ktoś wymyślił, żeby to nazwać usługą przechowywania dokumentów w "chmurze". Do urzędu zaczęli przychodzić pierwsi bezmyślni klienci, zarówno licealiści, jak i przedsię­biorcy, żeby w "chmurze" zostawić różne swoje dokumenty. Choć tak naprawdę zupełnie nie mieli żadnego pojęcia, czym taka chmura jest. Oni nawet sobie takich pytań nie zadawali. A uprzejme panie urzędniczki, wskazywały odpowiednie szu­flady i przegródki, mierzyły wszystko laserową krawiecką taśmą mierniczą, naliczały stosowne opłaty za przestrzeń dyskową, o przepraszam, za miejsce w szufladzie. Przyjęły całe stosy fotografii, wszelkich świadectw i dyplomów, listów, i różnych takich. Gdy klienci sobie poszli, panie urzędniczki rzuciły się do oglądania tego, co ludzie przynieśli. Tu stare listy od pierwszej sympatii, czy tam dawnej kochanki – o, to ona z nim chodziła, szeptały po kątach. Gdzie indziej były jakieś rodzinne zdjęcia – o popatrz, ale się uchlali. Albo szkolne świadectwa – ale on tępy był, jak on tę szkołę skoń­czył.

Tak, daj komuś swoje papiery, a potem się zastanawiaj co o tobie gadają.

"Chmury" do przechowywania cyfrowych danych, to nie chmurki na niebie, tylko firmy zatrudniające informatyków, którzy mogą sobie oglądać co tylko będą chcieli. Dokumenty w "chmurze" nie są, i nigdy nie będą bezpieczne. Tacy co nie mają firanek w oknach, żeby się przed sąsiadami pochwalić telewizorami na pół ściany, zakrzykną zapewne – ja nie mam nic do ukrycia. Jak tak nie masz, jeden z drugim, nic do ukry­cia, to się rozbierz i idź sobie na golasa ulicą, i patrz na chmu­ry.

Polecam także inne moje felietony.

Dariusz Bugała

Felieton jest z 27.05.2019 r.

Drobne zmiany dodano 03.10.2019 r.