Czy prof. Włodzimierz Osadczy jest z GRU?

GRU – Główny Zarząd Wywiadowczy, wywiad wojskowy Związku Radzieckego, a obecnie wywiad wojskowy Federacji Rosyjskiej (ros. Главное Разведывательное Управление, w skrócie po rosyjsku – ГРУ, w skrócie po polsku w zapisie fonetycznym z języka rosyjskiego – GRU).

Według danych z polskiej Wikipedii Włodzimierz Osadczy (ukr. Володимир Осадчий, ur. 25 kwietnia 1969 we Lwowie) jest polskim historykiem i politykiem, doktorem habilitowa­nym nauk humanistycznych.

Jest absolwentem Wydziału Historycznego Uniwersytetu Lwowskiego. W 1998 uzyskał na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim tytuł doktora. Na tej samej uczelni zdobył też habilitację.

Został zatrudniony na stanowisku adiunkta w Instytucie Historii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Później podjął pracę na stanowisku profesora nadzwyczajnego w Katedrze Historii Kościoła w Czasach Nowożytnych i Dzie­jów Teologii w Instytucie Historii Kościoła i Patrologii na Wy­dziale Teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego oraz w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Chełmie. Jest także dyrektorem Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich – Centrum Ucrainicum KUL.

W latach 80. odbył zasadniczą służbę wojskową w Armii Radzieckiej. W 1989 przystąpił do Stowarzyszenia Kultury Polskiej w Łucku. Od 1993 mieszka w Polsce, gdzie przyjechał jako stypendysta Fundacji Jana Pawła II. To tyle niektórych informacji z polskiej Wikipedii (dostęp 30.12.2019 r.).

Na portalu informacyjnym kresy.pl 17.04.2019 r. pojawił się artykuł pt. Prof. Osadczy dementuje kłamstwa ws. rzekomego zdjęcia „z interwencji sowieckiej w Afganistanie” Fot.1. Z ar­tykułu tego dowiadujemy się, że popularny dziennikarz Rafał Otoka-Frąckiewicz zamieścił w sieci fotografię prof. Włodzi­mierza Osadczego twierdząc, że przedstawia ona żołnierzy Armii Czerwonej podczas interwencji w Afganistanie.

Fot.1 Zrzut ekranu z witryny kresy.pl z fragmentem artykułu pt. Prof. Osadczy dementuje kłamstwa ws. rzekomego zdjęcia „z interwencji sowieckiej w Afganistanie” https://kresy.pl/wydarzenia/prof-osadczy-dementuje-klamstwa-ws-rzekomego-zdjecia-z-interwencji-sowieckiej-w-afganistanie/ (dostęp 30.12.2019).

Prof. Osadczy powiedział, w rozmowie z dziennikarzem witryny kresy.pl, że owe zdjęcie z nim samym i jego kolegami, nie zostało wykonane w Afganistanie, lecz w elitarnej jed­nostce wojsk łączności w okolicach Lwowa na Ukrainie. Uwagę zwraca określenie "elitarna".

Odniosę się teraz do kilku zamieszczonych poniżej cytatów z wypowiedzi prof. Osadczego, które pochodzą z wyżej wymie­nionego artykułu w witrynie kresy.pl. Cytaty są wyróżnione brązową barwą.

Rzeczywiście, to moje zdjęcie, które swoją drogą bardzo mnie bawi. Zostało mi ono zresztą kiedyś udostępnione przez mojego kolegę z czasów służby w armii sowieckiej, Polaka z Krzemieńca, który również jest na tym zdjęciu. Dla mnie to piękne wspomnienie pewnego środowiska, które się wówczas w armii radzieckiej zawiązało i które jest utrwalone na tym zdjęciu: "polskiego i katolickiego grona młodzieży armii sowieckiej". Tworzyliśmy tam pewną zaufaną wspólnotę.

Polskie i katolickie grono młodzieży, które w dodatku mia­łoby niby tworzyć pewną zaufaną wspólnotę, było tak mało prawdopodobne w armii radzieckiej, jak żywy wieloryb pływa­jący w piaskach pustyni. Armia w której była kompletna inwi­gilacja ze strony partii komunistycznej, i diedowszczina, czyli zdziczałe stosunki pomiędzy żołnierzami młodszego i starsze­go poboru, zupełnie wykluczało istnienie jakichkolwiek nieza­leżnych od partii i wojskowych struktur "zaufanych polskich i katolickich wspólnot" niedoświadczonych chłopców.

Wiktor Suworow (prawdziwe nazwisko Rezun), były oficer armii radzieckiej i radzieckiego wywiadu wojskowego GRU, w 1978 roku zbiegł do Wielkiej Brytanii. W jednej ze swoich książek o tytule Akwarium (Wydawnictwo Spotkania, wydanie III, Warszawa 1992, ISBN 83-85195-04-1), na stronie 72. opi­suje pewną, bardzo ciekawą rzecz.

Otóż autor tej książki napisał w niej o tym, że w skład pułku łączności XIII Armii (Radzieckiej), wchodziły trzy zwyczajne bataliony łączności, i jeden wydzielony, specjalnie chroniony. Jednak tak naprawdę, ten wydzielony, specjalnie chroniony batalion, wcale nie był batalionem łączności, lecz 296. sa­modzielnym batalionem rozpoznania Specznazu, a więc należącym do radzieckiego wywiadu wojskowego, czyli do GRU. Wszyscy żołnierze Specznazu chodzili w mundurach wojsk łączności. Nawet prawdziwi żołnierze wojsk łączności nie wiedzieli kim oni tak naprawdę są. Mało tego, w samym batalionie Specznazu oprócz trzech kompanii, był pluton spe­cjalny. Żołnierze tego plutonu mieścili się w innym miejscu, zdala od kompanii Specznazu udających wojska łączności, w wydzielonym sektorze… batalionu karnego. Czyli w wię­zieniu wojskowym. Tam między innymi trenowano z "kukłami" (kukła to skazany na śmierć kryminalista, który w zamian za przedłużenie mu życia, miał walczyć na śmierć i życie z żoł­nierzami Specznazu, dzięki czemu żołnierze ci mogli zobaczyć jak zabija się człowieka).

Wróćmy do prof. Osadczego, co jeszcze powiedział witrynie kresy.pl o swojej służbie w armii radzieckiej. Dwie inne osoby na zdjęciu to rzymscy katolicy, z którymi nadal utrzymuje kontakt na bazie działalności ws. Polaków na Kresach.

Do tej pory utrzymujemy ze sobą jakiś kontakt, na bazie działalności ws. Polaków na Kresach. Zdjęcie to pokazuje więc pewne korzenie i kontakty, podtrzymywane jeszcze w czasach mało sprzyjających. Dziś, korzystając z wolności, można już realizować pewne postulaty.

Można powiedzieć, że armia radziecka była środowiskiem wielonarodowościowym. Akurat w mojej jednostce łączności strategicznej była spora grupa Węgrów, a także sporo ludzi z radzieckich republik azjatyckich.

Wróciłem do cywila w pamiętnym roku 1989 i niedługo po tym przystąpiłem do Stowarzyszenia Kultury Polskiej w Łucku na Wołyniu. Urodziłem się we Lwowie, ale potem mieszkałem w Łucku i stamtąd wzięto mnie do wojska. Z kolei mój kolega został jednym z liderów Towarzystwa Polskiego w Krzemieńcu, również na Wołyniu. O ile dobrze mi wiadomo, jest dziś organistą w tamtejszym parafialnym kościele rzym­skokatolickim i animatorem życia kulturalnego Polaków z zie­mi krzemienieckiej.

Zdjęcie zrobiono w Woli Wysockiej koło Żółkwi, przy trasie do Lwowa. Ta jednostka dziś chyba już nie jest użyt­kowana, ale swego czasu była dość elitarna.

Jeśli była jakaś "zaufana wspólnota" to mogli być nimi ci żołnierze armii radzieckiej, którzy mieli być w przyszłości agentami wojskowego wywiadu.

Czy ta "elitarna" jednostka to była jednostka Specznazu funkcjonująca pod przykryciem wojsk łączności?

W jednostce tej była spora grupa Węgrów, a także sporo ludzi z radzieckich republik azjatyckich. W jednostce łącz­ności o znaczeniu strategicznym służyła spora grupa Węgrów, a także sporo ludzi z radzieckich republik azjatyckich? A nie byli oni tam czasem szkoleni na dywersantów? Polacy, Węgrzy, i przedstawiciele republik azjatyckich, bardzo ciekawe.

Koledzy prof. Osadczego, z tej "elitarnej" jednostki, zajmują się dziś jakimiś sprawami kresowymi, jeden z nich jest liderem Towarzystwa Polskiego w Krzemieńcu, a także i na Wołyniu. Z innymi swoimi kolegami z "elitarnej" jednostki prof. Osadczy ma kontakt do dziś, na na bazie działalności ws. Polaków na Kresach. Sam Osadczy zaraz po wyjściu z wojska przystąpił do Stowarzyszenia Kultury Polskiej w Łucku na Wołyniu. Niezwy­kle zastanawiające. Niezwykle.

Grupa Polaków, w dodatku katolików, w "elitarnej" jed­nostce łączności armii radzieckiej, którzy po wyjściu z wojska wstępują do polskich organizacji kresowych, a nawet zostają liderami. Czego naprawdę uczono Osadczego i jego "polskich" kolegów w tej "elitarnej" jednostce, czy czasami nie zakła­dania rozmaitych polskich organizacji kresowych.

Mój pogląd jest następujący, ale zanim go przedstawię, zwrócę uwagę Czytelników na coś, co coraz częściej dociera do świadomości coraz większych rzesz ludzi. Niemiecka od­miana komunizmu nazywana narodowym socjalizmem, i bol­szewicka rewolucja powstały za pieniądze żydowskich bankie­rów z Wall Street w Nowym Jorku, w USA. Nie powinno więc nikogo dziwić, że postanowili oni rozwiązać Związek Radziecki wraz z całym obozem socjalistycznym, gdy twór ten nie speł­niał już wymogów czasów współczesnych, tak samo jak setki lat temu rozwiązano Zakon Templariuszy. Przebrzmiałe orga­nizacje musiały odejść, by mogło nadejść nowe – globalny komunizm pod postacią Unii Europejskiej.

Jeszcze przed oficjalnym rozpadem ZSRR, zaplanowano nowe przetasowanie, gdzie do Polski będą przyłączone dawne kresy polskie, a Polska zapłonie ogniem walk z Ukraińcami, i nie wiadomo z kim jeszcze. Powrót dawnych polskich kresów do Polski, to będzie dla nas Polaków niewyobrażalna tragedia. A jeśli dołączyć do tego spełnienie żydowskich bezzasadnych roszczeń majątkowych, to kraj utracimy, chyba na zawsze. Zostaniemy zaszczutymi popychadłami na własnej ziemi. A Polska stanie się Judeopolonią.

Dobrze pamiętam czasy Balcerowicza i przemiany ustro­jowej, ludzie masowo tracili pracę, tracili dach nad głową, od­bierali sobie życie. Ale wszelkie organizacje kresowe w całej Polsce zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu, i na to były pieniądze. Osadczy wyszedł z wojska w 1989 roku, i od razu zapisał się do Stowarzyszenia Kultury Polskiej w Łucku. A więc za Bugiem kresowe organizacje zakładano w tym sa­mym czasie. Uważam, że kresowe organizacje to obca agen­tura, która wiedzie nas ku przepaści.

Co do samego Osadczego. W wywiadzie dla telewizji in­ternetowej Media Narodowe z 17.08.2019 r. powiedział (od 00:14:48 do 00:14:55), że jesteśmy najbardziej podłym pań­stwem na świecie ("Zbudowano wysypisko śmieci na mogiłach Polaków! Prof. Osadczy o upadku moralnym PiS", dostęp 03.01.2020 r.). W innym wywiadzie, tym razem dla telewizji internetowej wRealu24 17.12.2019 r. powiedział (od 00:37:20 do 00:37:24), że jesteśmy jedynym na świecie społeczeń­stwem tak podłym ("Jelenia Góra chce banderyzmu? Szo­kująca umowa z ANTYPOLAKAMI z Ukrainy! Prof. Osadczy wRealu24", dostęp 03.01.2020 r.). Słowo "podłym" wymawiał z głęboką nienawiścią, w kontekście braku prac ekshuma­cyjnych szczątków Polaków zabitych przez Ukraińców na Wo­łyniu. Patrząc na fizjonomię prof. Osadczego, gdy mówił, że Polacy i Polska są podli, odniosłem bardzo silne wrażenie, że patrzę nie na polskiego profesora, lecz na ukraińskiego ban­derowca żądnego polskiej krwi, i ziejącego najgłębszą niena­wiścią do Polski. Prawdziwy polski profesor, wypowiadając się w sprawach polskich, będzie miał zawsze na uwadze to, że wszystkie polskie rządy od 1945 roku są zdominowane przez pasożytów i zdrajców, i to oni odpowiadają za upokarzanie Polski i Polaków, a nie Polacy czy Polska.

Jeśli na obrazie Wid.1 nie wyświetlają się kontrolki proszę najechać myszką na obraz i kliknąć w przycisk.

Wid.1 Fragment wywiadu z prof W. Osadczym (od 00:18:01 do 00:18:21), wywiad pt: "Szef Ukraińskiego IPN kłamie ws. Wołynia! Banderowcy prze­jęli Ukrainę!? W. Osadczy wRealu24", całość można obejrzeć na kanale wREALU24 na Youtube, (dostęp 05.01.2020).

Panie Osadczy, czy to w tej Pańskiej "elitarnej jednostce łączności" uczono Pana tego, jak dokonać sabotażu na umy­słach Polaków, jak zakodować w ich podświadomości, że ich naród i ich kraj są podłe, po to by gardzili własnym narodem i krajem? Jakie jest Pańskie prawdziwe nazwisko i narodo­wość? Jakie są Pańskie prawdziwe zadania?

A tak w ogóle Panie Osadczy, jak Polska i Polacy są tacy podli, to wynoś się Pan z Polski na tę swoją Ukrainę, do GRU, czy gdziekolwiek. Nie będziesz nam tu szczał między uszami, i zwodził nas ku tragedii jaką będzie połączenie Polski z jej dawnymi kresami, czyli ku Judeopolonii.

Polecam następujące felietony powiązane z tą tematyką;

Dariusz Bugała

Felieton jest z 31.12.2019 r.

03 Stycznia 2020 r. dodano hiperłącza do wywiadów z prof. Osadczym w Mediach Narodowych oraz wRealu24, dodano kilka zdań w zakończeniu.

06 Stycznia 2020 r. dodano fragment wideo z wypowiedzią prof. Osadczego dla internetowej telewizji wRealu24, gdzie mówi, że społeczeństwo (polskie) jest podłe.